Rozdział III
Miesiąc później
Próbowała sobie to jakoś poukładać wyjazd Krystiana, przeprosiny Leny i co jeszcze? Wstała ubrała się i zeszła na dół, mama już czekała ze śniadaniem. Nie miała na nic ochoty, a jeszcze trzeba było jechać do kościoła i jakoś w nim wyglądać, najchętniej Klara została by w dresie w byle jakim koku i tak spędziła resztę swojego życia. Zeszła szybko na dół, i prawie poślizgnęła, ale w porę złapała ją mama.
- Uważaj Klara, na siebie, nie mam zamiaru spędzić niedzieli w szpitalu :) - powiedziała z troską mama Klary
- Dobrze mamo będę uważać :)
- Zaraz idziemy do kościoła, jesteś gotowa ? - spytała
-Tak tylko wezmę torebkę i możemy już iść.
- Hmm, jak się czujesz ? Wszystko w porządku ?
- Tak już jest, lepiej, dzwoniła do mnie Lena, i przeprosiła mnie za to, że się nie odzywała, myślę, że znowu między nami będzie okej.
- Ooo, jak miło :)
- Spotykamy się dzisiaj o 14, to co jedziemy ?
- Tak, to się ubieraj i idź już do samochodu, wezmę tylko kluczę.
- Okej, czekam w aucie :)
Msza w kościele, była dosyć krótka, w sumie to nawet nie wiedziała o czym było, bo myślami była gdzieś indziej, pod koniec mszy dostrzegła, że jakiś chłopak się na nią patrzy, uśmiechnęła się, nawet nie wiem dlaczego, on odwzajemnił uśmiech. Gdy wychodziła z kościoła znowu go zobaczyła patrzał się na nią, ona odwróciła wzrok, bo usłyszała, że ktoś ją woła.
- Klara uważaj !
Nim dostrzegła to o co chodziło jej mamie, poślizgnęła się i zleciała ze schodów. Straciła przytomność. Ocknęła się, a nad nią stał ten chłopak, który się na nią patrzał.
- Nic Ci nie jest? - zapytał zmartwiony.
- Nie chyba wszystko w porządku,
- Możesz wstać? - spytała mama.
- Nie strasznie boli mnie noga, ałłł ;/ - odpowiedziałam
- Ech trzeba jechać do szpitala.
- Niech Pani idzie do auta a ja ją doprowadzę do Pani - oznajmił chłopak
- Okej, ale nie będzie to dla Ciebie kłopot ? - spytała mam
- Nie wszystko jest ok, dla mnie to drobiazg.
- Dobrze, to idę :) - odpowiedziała mama.
Nieznajomy pomógł jej wstać, by było jej łatwiej podniósł ją, i zaczął iść w stronę auta.
- Jestem Dawid.
- Klara. Czemu się tak na mnie patrzałeś w kościele?
- Hmm, nie wiem, chyba mi się spodobałaś.
- Hehe, jasne, a tak na prawdę?
- No mówię prawdę, ale ty też się na mnie patrzałaś i nawet się uśmiechnęłaś :) - powiedział Dawid z radością w głosie.
- A co miałam pokazać Ci język, czy coś? - powiedziała nie miło.
Dawid posmutniał, Klara to zauważyła i szybko dodała
- Hmm może dasz mi swój numer telefonu, żebym mogła się później jakoś Ci odwdzięczyć ?- spytała
Na twarzy Dawida pojawił się uśmiech, gdy doszli do auta wymienili się numerami. Mama Klary patrzyła na to z uśmiechem. Pożegnali się i ruszyły w stronę szpitala. W trakcie drogi nie rozmawiały, chociaż Klara widziała uśmiech na twarzy swojej mamy. Gdy dojechały do szpitala, po zrobieniu wszystkich badań, okazało się, że Klara ma złamaną nogę. Nałożyli jej gips na nogę i odesłali do domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz